18. Szybowcowe Mistrzostwa Europy– Rieti, Włochy (2015)

Wiedziałem, że trzeba będzie poświęcić dużo czasu na przygotowania wynikające już z samej teorii latania górskiego oraz dużo polatać tam treningowo. W sezonie 2014 niespełna trzy tygodnie po zakończonych Mistrzostwach Świata w klasie Club odbyłem pierwszy trening w Rieti na zawodach Coppa Internazionale del Mediterraneo. Wystartowałem w klasie szybowców dwumiejscowych połączonych z klasą otwartą na szybowcu Arcus M (silnik startowy) wraz z copilotem Markiem Sawczukiem. Wylatałem 50h wykorzystując 10 dni lotnych z 14 dni pobytu. Ostatni lot (po zakończeniu zawodów) zaplanowałem wielobok 500 km. Wykorzystałem też trzy dni na latanie po odwołanej konkurencji i trzy razy obleciałem zadanie dnia (odwołane ze względu na niekorzystny układu wiatrów). W trakcie zawodów wsłuchiwałem się w opowieści od pilotów którzy startowali tu już wcześniej na innych mistrzostwach. Byli to Przemek Bartczak i Jędrek Skłodowski którzy również byli zaplanowani do składu naszej reprezentacji. Gromadziłem również informacje od innych doświadczonych w tym miejscu szybowników z Polski i z zagranicy .

Miejsce to wymaga sporej analizy w odniesieniu do zmiennej i dynamicznej pogody. Przyzwyczajanie „oka” do charakterystycznych górskich miejsc na niższych zboczach na których można wiele zyskać wykonując lot daleko i szybko ale również wiele stracić, zatrzymując się w oczekiwaniu na komin, odcinając swój lot bezpowrotnie od bezpiecznego terenu. Jest to bariera trudna do pokonania jeśli trzeba zaufać zboczu które tak naprawdę nie wiemy jak się zachowa kilka kilometrów dalej. Latanie tutaj uzależnione jest głównie od układu wiatrów. Z pogodą w Rieti bywa tak, że wchodzą bryzy z jednego z obu stron łańcuchów gór na półwyspie od każdego morza, wpychając wilgotne powietrze, które bardzo wyraźnie znaczy granicę ich zasięgu, przykrywając szczyty lub tworząc bardzo silne burze ze sporym gradem. Na południu rejonu doświadczyliśmy zjawisk gdzie wiatry zmieniają kierunek o 180 stopni lub gwałtownie przyśpieszają i nawet zrozumieliśmy dlaczego tak się dzieje. Tworzą się również sprzyjające lokalne układy frontowe i konwergencje. Idealne i bardzo przyjemne warunki do latania pojawiają się przy zachodnim wietrze, lata się wtedy wzdłuż zboczy gór korzystając z noszeń żaglowych. Sytuacja robi się skomplikowana przy bezchmurnej pogodzie i wiatrach innych niż zachodnie z odchyłką północną lub południową. Pod szybowcem nie rozciągają się tu wielkie i równe pola a jeśli są to bardzo małe z licznymi niespodziankami w postaci systemu nawadniania lub wielkich bruzd po głębokim zaoraniu lub pełne kamieni. Ale są też miejsca gdzie tych pól po prostu brak na bardzo długim odcinku (40 kilometrów), a są to zwykłe wertepy lub gaje oliwne. Aby móc się właściwie przygotować trzeba tego wszystkiego tam „dotknąć”, zobaczyć i „grubo” przeanalizować, tak żeby nakierować swoja wyobraźnię na właściwy tor zawodniczy. Dla przykładu w 1985 roku rozbito tu wiele szybowców a w  2008 roku podczas kolejnych mistrzostw, uszkodzono kolejne a nawet samolot holujący. Sporo pilotów z którymi rozmawiałem ma te zawody wykreślone ze swojego kalendarza a kilku nie lubi nawet o nich rozmawiać lub z ciężkim oddechem zaczyna opowiadać. Ja zdecydowałem się jednak na start mimo chwili zawahania, która też się pojawiła. Po głowie biegała myśl i odczucie, że troszkę może przerastać mnie postawione zadanie. Wyciągając wnioski po pierwszym treningu uznałem, że team który tworzymy bardzo dobrze współpracuje a to jest bardzo ważne w lataniu zawodniczym. Każdy z nas wiele wnosił i chciał jak najlepiej się przygotować do startu a ja lubię pracować w aktywnej grupie, która realizuje konsekwentnie zaplanowane wyzwania mimo, że są czasem trudne – to mnie przekonywało, że będzie dobrze. Mimo wszystko pozostawała jakaś niepewność i obawa o warunki pogodowe i podstępny teren. Najprościej byłoby zrezygnować ale wnętrze podpowiadało mi żebym tego jednak nie robił.

Okres zimy i analiza lotów z innych zawodów oraz ubiegłoroczne doświadczenia pozwoliły mi podejść z szerszym spojrzeniem na trening w 2015 roku już od strony taktycznej. W sezonie 2015 wystartowałem na Discusie 2a, który nie należy do łatwych szybowców a dla mnie był to pierwszy start „na poważniejszym szybowcu”. Wcześniejsze lata latałem w 99% tylko na Jantarze. Musiałem się zdecydowanie  przestawić – bardzo pomogły mi w tym treningowe zawody w Prievidzy na których doskonale poznałem nasz reprezentacyjny sprzęt. Na lipcowym treningu w Rieti w bardzo dobrych pogodach wylatałem kolejne 50 godzin. Lataliśmy początkowo w skomplikowanych układach burzowych a później w silniejszych warunkach z wysokimi podstawami aż do 3500 metrów w dniu ostatnim. Na południe dolatywaliśmy pod Monte Cassino a na północ do 150 kilometra od lotniska. Trening ten był strzałem w dziesiątkę. Po jego zakończeniu zostawiliśmy cały sprzęt – szybowce w przyczepach, samochody i resztę potrzebnego wyposażenia. Z lotniska Fiumicino wróciliśmy do kraju na dwa tygodnie i powrót na mistrzostwa. Wnioski z drugiego treningu były bardzo pozytywne. Wszyscy rozmawialiśmy już tym samym językiem a czasem ustalonym kodem w odniesieniu do specyfiki terenu i miejsc do których planujemy swój lot. „Multi” długie czasowo i odległościowo loty w tym teamie zbudowały pewność i zaufanie. Na obu treningach wylatałem ponad 100h, poznałem panujące tu schematy latania na tyle, że łatwiej było mi podejmować decyzje taktyczne już na samych mistrzostwach. Własnoręcznie wykonana mapa z naniesionymi charakterystycznymi dla tego rejonu danymi, wysokościami przełęczy, miejsc minimalnych wysokości w razie ucieczek, miejsca mniej lub bardziej termiczne, dogodne do lądowania miałem zakodowane przy okazji w podświadomości.

W sobotnim słońcu drugiego sierpnia przy akompaniamencie burzy tworzącej się nad Terminillo na stadionie w centrum Rieti otwarto osiemnaste EGC. Ostatecznie Polskę reprezentowali Jędrek Skłodowski i Łukasz Grabowski w klasie piętnastometrowej oraz Przemysław Bartczak na szybowcu LS8 i autor Łukasz Błaszczyk na wspomnianym Discusie 2a. Kierownikiem ekipy był Andrzej Czop.

03.08.2015 polecieliśmy na pierwszą konkurencję wielobok o długości 392 kilometry z punktami Villa Vallelonga – Pettorano – Fossato – Sangemini. Klasa 15m na zadanie 416 kiometrów Campoli – Campo Giove – Fossato – San Gemini. Obie trasy przebiegały początkowo na południe a następnie na północ od lotniska z kierunkiem dolotu z południowego zachodu od strony Terni. Przemek zajął 16. miejsce dnia a ja 3.  Łukasz i Jędrek zajęli kolejno 13. i 14. niestety lądując w polu. W klasie standard zwyciężył Sjaak Selen z Holandii z prędkością 113,1 km/h a w 15m Jaroslav Tomana z prędkością 99,5 km/h. Pogoda w tym dniu za sprawą rozlewających cu utrudniała lot do drugiego i nawrót do trzeciego punktu zwrotnego a na samej końcówce zadania odczuwalny był spadek siły noszeń, który mocno spowalniał lot i skutecznie odcinał powrót.

Drugiego dnia podstawy chmur podniosły się do 3000 metrów. Polecieliśmy na zadanie podobne w układzie do dnia poprzedniego o długości 385 km z punktami Carsoli – Pescasseroli – Fossato a w 15m na zadanie 427,3 km z punktami Villa Valelonga – Fossato – Sangemini – Colonnetta. W obu klasach zwyciężyli Nowozelandczycy startujący tu poza konkursem. W naszej znany i utalentowany John Couts z prędkością 128,3 km/h a w piętnastkach Dane Dikinson 126,5 km/h. Pogoda po trasie nie sprawiała większych problemów, lot był szybki, jedynie w rejonie Foligno trzeba było wykonać ostrożny przeskok do komina na mniejszej wysokości który tworzył się od zachodniego zbocza. Dalej polecieliśmy bardzo szybko przez Vall Nerina w której wyrobił nam się szybko dolot. Przemek zajął trzeci a ja drugi czas dnia, Jędrek 4ty a Łukasz 5ty.

Trzeci dzień to szybowcowe eldorado, podstawy 3300 metrów oraz szlaki przez 60% trasy. Trasy o podobnym układzie – południe północ. Standard Pettorano – Villa Vallelonga – Carsoli – Norcia – Gualdo – Acquasparta – Collonetta, 15m Rivisondolli – Villa Vallelonga – Carsoli – Norcia – Gualdo – Sangemini – Titignano. Na linii startu bardzo długo czekaliśmy aż odkleją się od nas najgroźniejsi rywale. Odejście na siedmiopunktowe zadanie długości 471 kilometrów nastąpiło około godziny 14.00 a w piętnastkach na 479 kilometrów o godzinie 14.30. Lot przebiegał bardzo sprawnie, a dzięki przewadze Discusa 2a w silnych warunkach termicznych udało mi się dogonić i uciec od zawodników z Anglii i Czech którzy latali na LS8. Końcówka lotu była nieco stresująca przez kończącą się termikę ale szczęśliwie trafiłem dobry komin dolotowy który przyniósł mi zwycięstwo i prędkość 129.3 km/h! Objąłem prowadzenie w klasie standard, które utrzymałem jak się później okazało do końca mistrzostw. Przemek przyleciał jako 12ty a Jędrek z Łukaszem kolejno 4ty i 8my a zwycięzca Louis Bourdelique wykręcił 131,9 km/h.

Czwarte znów szybkie zadanie o podobnym układzie jak poprzednio wyłożono na nieco dłuższym odcinku.  W standardach polecieliśmy na 494 kilometrów Carsoli – Campoli – Fossato – Sangemini – Fabro a w klasie piętnastometrowej na 559 kilometrów San Biagio Saracinesco – Fossato – Sangemini – Sancasciano . Czujna konkurencja wyczekiwała na nasz ruch tak aby nas wypuścić na kilka minut. Kierownik Andrzej Czop troszkę wpadł w zakłopotanie jak konsekwentnie upływał czas a my sprawdzaliśmy obecność krążących zawodników i nie wyrażaliśmy chęci odejścia. Presja czasu rozładowała peleton około 14.20 i był to nasz kolejny bardzo dobry manewr – wytrzymaliśmy ją i polecieliśmy z mocnymi. Udało mi się oderwać w połowie trasy od silniejszych rywali lecąc nieco inną drogą aż spotkałem się po najbardziej wysuniętym na północ punkcie w rejonie Foligno z szybowcami klasy 15m, które przyleciały do mnie na małej wysokości po atermicznym w tym dniu terenie Gualdo Tadino. To był decydujący rejon w tym dniu – kto go pokonał i trafił noszenie to dowiózł dobrą prędkość na metę. Kolejne kłopoty były po ostatnim punkcie zwrotnym, musiałem się zawrócić dwa kilometry do tyłu do noszenia w którym nic nie było wcześniej ale się jednak umocniło co rozpoznałem po szybowcach które zabrało tam lepiej z dołu. Gdybym nie wykonał tego manewru już sam z przodu miałbym ogromny kłopot trafić komin o tak późnej porze dnia. Spotkałem kilka powracających piętnastek z ostatniego punktu i dokręciliśmy dolot w coraz większym od dołu peletonie. U nas zwyciężył Vittorio Squarciafico (118,3 km/h), mi przypadło 3cie a Przemkowi 17ty czas dnia. Jędrek 12ty a Łukasz 14ty czas dnia a zwycięzca Michael Rass z Austrii 121 km/h.

07.08 polecieliśmy na obszarówkę o czasie 3h Cast. Di Sangro – Gualdo a 15m San Biaggio Saracinesco – Gualdo . Wiadomo było, że będą burze i bardzo wysokie prawdopodobienstwo ich wystąpienia w rejonie ostatniego powrotnego boku. Lecąc na południe wzdłuż zboczy przy często odwiedzanym na treningu Setefrati, przebijaliśmy chwilowy mocny opad na trawersie Villa Vallelonga. Burze rozwinęły się dość szybko na odcinku pomiędzy Avezzano a lotniskiem. Przebijałem je wychodząc szczęśliwie bardzo wysoko z ostatniego komina w którym Przemek nie trafił już tak dobrego noszenia. Za mną polecieli Giorgio Galetto i Luca de Marchi i kierowali się  podobnym torem omijającym nawałnicę deszczu bardzo blisko TMA Rzym. Padało już wszędzie ale zapas wysokości pozwolił mi przebić ścianę deszczu i trafiłem noszenie tuż na końcówce opadu – 2 m/sek i dokręciłem w opadzie do 3000 metrów. Dalej lot przebiegał spokojnie i sprawnie ale na ostatnim odcinku znów stał opad, ktory powinienem ominąć od strony zachodniej ale nie miałem pewności czy wystarczy mi zapas wysokości poleciałem wschodnią stroną Vall Nerina na żaglu – tam gdzie opad już zanikł. Był to stresujący lot bez ucieczki – obawiałem się że sam odetnę sobie powrót wybierając taką taktykę ale żagiel szczęśliwie pomógł. Po wylądowaniu okazało się, że gdybym poleciał od zachodu to przyleciałbym prawdopodobnie pięć minut wcześniej. W tym dniu wygrał John Couts (120,7km/h), który zaliczył metę bardzo wysoko a jego dolot i lądowanie odbyło się w nawałnicy i porywistym wietrze – miał dużo szczęścia lądując bezpiecznie w tym momencie. Przemek wylądował w polu w połowie trasy a ja uplasowałem się na 4tej pozycji.  W klasie 15m zwyciężył Peter Hartman, Jędrek z Łukaszem z taką samą prędkością uplasowali się na 21 miejscu. W naszej klasie rozbito jeden szybowiec, zawodnikowi nic się nie stało a na odprawie następnego dnia nikt nic nie wspomniał o tym przykrym zdarzeniu. Poprzez głosowanie na początku zawodów byłem powołany z ramienia zawodników do komisji bezpieczeństwa i trochę zdziwiła mnie ta sytuacja, organizator nie wspomniał nic na odprawie o tym zdarzeniu.

Kolejna szósta konkurencja to obszarówka taka sama dla obu naszych klas Torano – Cesi – Amelia z czasem 1h 30 min i w warunkach silnych burz prognozowanych przez wszystkie serwisy pogodowe. Startowałem z Przemkiem z ostatniego rzędu klasy standard a strefa wyczepienia i linia startu były od siebie bardzo oddalone w tym dniu. Groziło to tym że przy wysokich podstawach 2700 metrów i szybko piętrzących się chmurach CB wiadomym było że na pewno nie zdążymy się wykręcić i odejść na samym początku jak należało to zrobić i jak zrobili to wszyscy którzy wcześniej zostali wyholowani. Równe szanse zniknęły więc już na ziemi. Pech nas prześladował i nie byliśmy w fazie z pogodą na wałku burzowym który był bardzo wyraźnie oznakowany za nami ale z tyłu i sprzyjał tym szczęśliwszym zawodnikom, którzy odchodzili w pierwszej minucie startu lotnego i byli już na drugim boku. 20 minut było na tych zwodach już zmieniane na 30 minut dla równych szans, w tym dniu niewiadomąo było dlaczego organizator tego nie zastosował. Obleciałem zadanie z wydawałoby się bardzo dużą prędkością 135,3 km/h zajmując 18tą pozycję a zwycięzca Christophe Cosseau wykręcił 160,8 km/h, Przemek był 13ty. Straty punktowe były niskie przez to że konkurencja z tak krótkim czasem zadania (1h30min) jest zwykle bardzo tania. W klasie 15m zwyciężył Luca de Marchi 166,3 km/h, Jędrek 7my Łukasz 12ty.

09.08 konkurencja została odwołana na starcie w związku z potwierdzającym się bardzo wysokim zagrożeniem silnymi burzami. Spakowaliśmy szybowce do przyczep i skorzystaliśmy z uroków jeziorka Pediluco z którego przepędziła nas i tak popołudniowa burza z mocnym gradem i bardzo silnym wiatrem łamiącym gałęzie. Wieczorem udaliśmy się na international evening i częstowaliśmy przy naszym stole bigosem przygotowanym przez naszego kierownika Andrzeja Czopa. Kolejka chętnych ustawiła się bardzo szybko a Andrzej zbierał liczne pochwały za umiejętności kulinarne. 10.08 był ustawowo dniem wolnym od latania i chwilą na regenerację sił  po dużej ilości wyczerpujących dotąd lotów a 11.08 pogoda była nielotna.

12.08 był dla mnie kolejnym szczęśliwym dniem w którym wykręciłem bardzo dobry wynik zajmując drugi czas dnia na zadaniu obszarowym o czasie 3h. Umocniłem się na pozycji lidera. Nasze strefy były oparte o Settefrati – Nocera Umbra – Sangemini – Corbara a w 15m Pettorano – Costacciaro. Moment odejścia i monitorowanie naszego lotu  przez silną konkurencję na linii startu stało się standardem. Pierwsi odeszli zawodnicy ze Szwajcarii a my 50 minut po nich prawie o godzinie piętnastej. Lot odbywał się początkowo przy wysokich podstawach i przebiegał w miarę spokojnie ale bardzo technicznie przy zboczach aż do wyjścia z drugiej strefy. Na dolocie do trzeciej termika zaczęła się już kończyć i trzeba było bardzo ostrożnie polecieć. Dość długo leciałem bardzo nisko i bez perspektyw wzdłuż zboczy przy Sangemini. Dopiero w dolinie Terni z parteru trafiłem w zamarkowane przez krążący szybowiec wzmacniające się do 2 m/sek noszenie i dokręciłem szczęśliwie wysokość. Wyszedłem na dolot z zapasem na zawietrzną od wzmacniającego się wiatru nad pagórkami przy Terni. Zdusiło mnie tam bardziej niż zakładałem i trochę zdrowia odebrało mi niskie przejście nad pofałdowanym terenem. Szczęśliwie po stronie wschodniej na małej wysokości wydostałem się z niebezpiecznego jaru i wzdłuż niskiego zbocza na żaglu zbliżając się w stonę doliny Rieti wyrobił mi się utracony dolot. Rejon Sangemini zatrzymał końcówką termiki takich pilotów jak Couts, Cousseau, Pinni. Byli tam chwilkę po mnie i niestety zakończyli swój lot w polu. Przemkowi również zabrakło 500 metrów na dolot. Łukasz i Jędrek zaliczyli zadania 4tym i 7mym miejscu. Za Łukaszem na małej wysokości na żaglu przyleciała gromada szybowców, chwilkę po nim podobnie przyleciał Jędrek. Piloci z Francji wygrali w obu klasach, w naszej Lucas Delobel (101,2km/h) a w 15m Louis Bourdelique (96,9 km/h).

Każdy z nas miał prawo zdobyć medal i każdy o to walczył ale pod koniec zawodów koledzy i kierownik zaczęli pracować bardziej na mnie ponieważ dotarło do nas, że mam bardzo wysokie szanse na medal i trzeba je podtrzymać. Polecieliśmy na zadania prędkościowe 323,56km Pettorano – Nocera Umbra a piętnastki na 366,34 km Campoli – Gualdo. W przedostatnim dniu postanowiłem się  mocno skoncentrować na współpracy z naszą klasą 15m już od momentu odprawy z kierownikiem a w powietrzu od momentu wyczepienia. Najtrudniejsze były dwie ostatnie konkurencje. W przedostatniej leciało mi się koncertowo, oderwałem się od peletonu po pierwszym punkcie zwrotnym, trafiłem silny komin przy Celano później wszedłem w „zdychającą” ale jeszcze pracującą dobrze konwergencję i znalazłem się 10 kilometrów przed grupą szybowców. Rieti to góry a burza w górach to zjawisko mało lubiane. Niestety odcięty od słońca punkt zwrotny po przejściu silnej burzy i podliczona odległość 60 kilometrów w sumie żeby po zaliczeniu punktu dolecieć do warunków termicznych po wyjściu z komina była na granicy mocnego ryzyka. Decyzja STOP – poczekaj na peleton, niech dogoni – sam nic i tak nie wymyślisz, walniesz w polu i stracisz szanse na medal! Oddałem 10 minut żeby poczekać i polecieć razem z peletonem….  doleciałem do mety dokręcając w ostatnim tchnieniu Valneriny (death valley – tak ją określił w tym dniu Chief Steward Terry CUBLEY (AUS) po informacji o uszkodzonym szybowcu w tym podstępnym miejscu). Dolot powinienem wykonać wtedy z prostej ale w dolinie wydawało się że pada jeszcze deszcz i była dodatkowo bardzo słaba widzialność, obawiałem się że może nas tam niespodziewanie zamknąć więc wybraliśmy lot wschodnią stroną wschodnich zboczy gdzie wiatr wiał niestety już z innych kierunków niż prognozowane i wyliczone w krążeniu… Brakowało przyrządu bardzo szybko kalkującego wiatr. Znając ukształtowanie terenu w Valnerina a szczególnie jej końcówkę wydostałem się z niej. Okazało się że deszcz nie padał i można było spokojnie wykonać dolot – to był mój największy błąd na tych zawodach. Sporo szybowców z klasy club w tym dniu dolatywało przed nami i wydaje mi się że informacje pogodowe dla konkurencyjnych pilotów w naszej klasie, którzy poszli z prostej docierały od klasy club, że jest czysto – my nie mięliśmy w tym roku reprezentacji w klasie club w Rieti. W tym dniu zawodnik z Anglii rozbił również szybowiec w pofałdowanym terenie na południowy zachód od Spoleto a dzień wcześniej lądował na „znaczku pocztowym” w ciasnej dolinie za Terminillo, odczułem silne współczucie do stresu jaki musiał ponieść ten zawodnik .

W ostatniej konkurencji startowaliśmy jako ostatni. Bardzo długo czekaliśmy na samoloty holujące (10 minut) a sam hol był „bardzo rozwlekły” – jak na złość, podobna sytuacja jak w szóstej konkurencji. Czas był ważny w tym dniu, nasuwał się cirrus z zachodu a prawdopodobieństwo burz na południowym odcinku trasy było bardzo wysokie. Zadania dnia to obszarówki w obu klasach z czasem 2h Pettorano – Cesi dla standard i 1h30min Villa Vallelonga – Nocera Umbra dla 15m. 80% szybowców odeszła na trasę kiedy my jeszcze musieliśmy dokręcić wysokość i przedostać się na linię startu, która była ulokowana daleko od miejsca wyczepienia.  Szczęśliwie wypracowaną przewagę miałem na tyle wysoką, że nieco gorszy lot w tym dniu nie odebrał mi prowadzenia. Od trzeciej do dziewiątej konkurencji utrzymywałem pozycję lidera – co też nie jest łatwe ale poziom koncentracji który osiągałem był na tyle zadowalający, że nie popełniłem radykalnych błędów o które w tym miejscu nietrudno. W klasie 15m Mistrzem Europy został Didier Hauss a w klasie Club Ondrej Dvorak.

Podziękowania należą się: Trenerowi Jackowi Dankowskiemu za przydzielenie do szybowca klasy standard na którym zdobyłem w sumie trzy medale w tym sezonie, za zapewnienie rok temu treningu w Rieti na szybowcu Arcus, w tym momencie dziękuję również Januszowi Centce za zaufanie powierzając mi swój sprzęt i za liczne przestrogi w lataniu w Rieti. Przemkowi Bartczakowi za współpracę w parze, Jędrkowi Skłodowskiemu i Łukaszowi Grabowskiemu za współpracę pomiędzy klasami, Andrzejowi Czopowi za współpracę, odwagę i podjęcie się funkcji kierownika ekipy (pierwszy raz). Całemu teamowi dziękuję za liczne analizy, wnioski, przemyślenia czyli za zarwane nocki w okresie jesienno zimowym. Mojemu Ojcu za pomoc na zawodach oraz całemu naszemu teamowi pomocników obecnemu w Rieti. Mojej rodzinie i żonie Ani za wyrozumiałość w stosunku do tego co robię – pochłania mi to bardzo dużo czasu, tak wiem i przyznaję się do tego. Asi Madey, że jest i czuwa. Elmerowi Joandi. Mojemu pracodawcy za udzielenie mi urlopu w ważnych dla mnie terminach, kolegom z pracy za to że mocno za mnie trzymali. Komisji Szybowcowej i przewodniczącemu Markowi Szumskiemu. Maciejowi Malarczykowi za przygotowanie i dopieszczenie sprzętu, Tomkowi Krokowi za montaż i poprawki w avionice szybowca. Czarkowi Turejko kolejny raz za podesłanie zapasowego zestawu „muchołapek”. Karolowi Niedziela za montaż filmów (odpłatny). Dawidowi Hęciak za pomoc przy grafice. Moim partnerom, którzy udzielili wsparcia potrzebnego w tym drogim sporcie jeśli mamy myśleć o medalach: KSS – Karkonoskie Stowarzyszenie Szybowcowe, Osiedle Książenice, kontakt.io, CNC-PLUS, Gmina Miasta – Ostrów Wielkopolski. Dziękuje za liczne wspierające smsy, maile od znajomych w trakcie Mistrzostw. Dziękuje organizatorowi Mistrzostw za to że mogłem polatać bez żadnych problemów w Rieti na treningu indywidualnym. Dziękuję rodzinie Nucci za bardzo dobrą i bardzo miła rodzinną atmosferę

Bardzo mnie cieszy, że w tym roku na zawodach rangi Mistrzostw Europy za sprawą Sebastiana Kawy, który zdobył złoty medal w klasie osiemnastometrowej oraz za sprawą Łukasza Wójcika, który zdobył złoty medal w klasie otwartej dołączył trzeci złoty w klasie standard. Jest to pierwszy medal dla Polski w Rieti.

Serwis wlkp24.info – „…. o złotym medalu z Rieti”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *